Nie zawsze to co wyszydełkuję nadaje się do noszenia, a przykładem jest ostatnia bluzeczka. Wyglądam w niej tak fatalnie (fason i kolor zupełnie nie dla mnie) , że nawet zastanawiałam się, czy w ogóle prezentować ją na blogu. I niech nie zmyli Was moja uśmiechnięta buzia, bo to tylko "dobra mina do złej gry".
Sonata, szydełko 3,5mm.
A teraz temat znacznie dla mnie przyjemniejszy :)
W zeszłym tygodniu spotkała mnie ogromna niespodzianka: jedna z czytelniczek mojego bloga z za oceanu przysłała mi takie szydełka :)
Są śliczne! Odpowiednio wyprofilowane, leżą w ręce jak ulał i przyjemnie się nimi dzierga.
Bardzo podoba mi się ta część z przejrzystego tworzywa :)
I kolorowe rączki, po których łatwo rozróżnić rozmiar szydełka.
Dodatkowo w obudowie jest umieszczona żarówka, która po włączeniu rzuca światło jak latarka - wbijając szydełko w dzianinę podświetla dokładnie to miejsce. Wydaje mi się, że końcówka szydełka skupia jednak dużo światła i przy dłuższym dzierganiu może trochę męczyć oczy.
Ogólnie: bajer - fajnie jest mieć takie cacuszka w swojej szydełkowej kolekcji!
Jeszcze raz, tym razem publicznie, ŚLICZNIE DZIĘKUJĘ!!! Zapewniam, że niejedno ubranko spod nich powstanie :-D